Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
25 postów 0 komentarzy

Zakazana historia

Leszek Pietrzak - Doktor historii. Były pracownik Urzędu Ochrony Państwa (1990-2000). Były Pracownik Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Wykładowca akademicki.

Wałęsa żył przed wojną i był wizjonerem

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

"Cud na Jasnej Górze" - taka informacja 85 lat temu dominowała w największych polskich gazetach. Cudownie uzdrowiony z trwałego kalectwa nazywał się...Józef Wałęsa.

 

„Jestem uleczony! Cud, cud się wydarzył – krzyczał młody człowiek podczas mszy na jasnej górze 8 września 1926 r. Po 3 godzinach nabożeństwa odrzucił prymitywne drewniane kule i zwyczajnie wstał na nogi. Nastąpiło poruszenie wśród tłumów. Po zakończeniu mszy młody człowiek został zaprowadzony wraz ze świadkami jego uzdrowienia do przeora jasnogórskiego klasztoru ojca Piotra Markiewicza. Ten własnoręcznie sporządził protokół i opatrzył go pieczęcią. Wynika z niego, że cudownie uzdrowiony nazywa się… Józef Wałęsa.

Chłopski rozum

Miał zaledwie 22 lata i pochodził z bardzo biednej wielodzietnej rodziny. Na pielgrzymkę poszedł z rodzinnej wsi Budy w Wielkopolsce (gmina Piątnica). Od początku miał nadzieję, że pielgrzymka przywróci mu zdrowie. Jego rodzicom z trudem udawało się wyżywić swoje dzieci, gdyż posiadali bardzo niewielkie gospodarstwo. Wałęsa nie był piśmienny. Gdy dorastał w gospodarstwie wydarzył się wypadek i Józef doznał otwartego złamania nogi. Wprawdzie felczer dokonał nastawienia kości, ale powstały komplikacje, na skutek, których Józef przestał normalnie chodzić. Mógł od tej pory poruszać się jedynie na kulach. Felczer, który go oglądał nic nie mógł poradzić na jego kalectwo. Przy ówczesnym poziomie medycy nie było dla niego ratunku.

Józef Wałęsa nie był specjalnie pobożny. Wyrósł jednak w warunkach tradycyjnej chłopskiej religijności, a ta nakazywała w nadzwyczajnych sytuacjach zawierzyć boskiej opatrzności. W latach dwudziestych Budach krążyły niesamowite opowieści o cudownych uzdrowieniach za sprawą jasnogórskiej Maryi. Jego chłopski pragmatyzm podpowiedział mu, aby wybrać się do jasnogórskiego klasztoru i prosić o wstawiennictwo boże w jego kalectwie.

Była prawie połowa sierpnia 1926 r., gdy Wałęsa wyposażony w prymitywne kule wyruszył ze swojej wsi, aby dotrzeć do Częstochowy. Jedynym jego ekwipunkiem był tobołek z jedzeniem i medalik z wizerunkiem Matki Boskiej Królowej Polski. Zadnie było niełatwe. Wymagało nie tylko ogromnego wysiłku fizycznego, ale i niezwykłego hartu ducha. Wreszcie po prawie miesiącu dotarł do Częstochowy. Widok jasnogórskiej ikony Matki Boskiej i tysięcy pielgrzymów wprawił go w osłupienie. Na Jasnej Górze zaczynały się uroczystości Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Właśnie podczas nich Józef Wałęsa odrzucił kule i zaczął normalnie chodzić.

Wielka przemiana

Wieść o cudownym uzdrowieniu Wałęsy rozniosła się po Polsce błyskawicznie. Szybko trafiła do gazet, które jako jedną z głównych wiadomości z kraju podawały: „Cud na Jasnej Gorze”. Więcej miejsca poświęcano informacjom o dymisji rządu prof. Tadeusza Bartla, który pilnie został zawezwany do Druskiennik, gdzie przebywał Marszałek Józef Piłsudski, zamierzający przekazać mu instrukcje odnośnie ponownego skonstruowania rządu. Jeden z endeckich dzienników („Podlasiak”) dowodził wręcz, że nad Polską czuwa Boża Opatrzność, której dowodem jest ostatni cud dotyczący Józefa Wałęsy. Gazeta podkreślała przy tym, że dzieje się to w czasach, gdy Polska jest szczególnie zagrożona, bo „chcą nam zbezcześcić naszą wiarę”, a „komuniści podnoszą swoje plugawe szpony na kościół”.

Jeszcze w Częstochowie tuż po uzdrowieniu Józef Wałęsa dostał od przeora szkaplerz z wizerunkiem częstochowskiej ikony, z którym postanowił nigdy się już nie rozstawać. Gdy wrócił do domu w rodzinnych Budach zapanowała ogólna radość. Józef Wałęsa wreszcie mógł normalnie żyć. Zwłaszcza, że po powrocie wzrosło zdecydowanie jego zainteresowanie kobietami (tym razem z wzajemnością).

Cud, jakiego doznał w Częstochowie odmienił go całkowicie. Zaczął coraz częściej myśleć o sprawach wielkich. Los ojczyzny wydawał mu się zagrożony. Rosja, bolszewizm, drapieżne Niemcy były dla niego uosobieniem szatańskiego zła, które zagraża Polsce. W środowisku małorolnych chłopów z Bud jego diagnozy robiły wrażenie, prawie nadprzyrodzonej mądrości. Józef miał też swoją receptę na te zagrożenia. Była nią głęboka wiara w Jasnogórską Królową Narodu. Sam wierzył, że dzięki jej opiece Polska stanie się kiedyś wielka, bogata, a sąsiedzi będą się jej bali. Zainteresowanie mediów Józefem Wałęsą skończyło się po kilku miesiącach. Nie są znane jego dalsze losy.

Pół wieku później

Nie jest pewne czy historia cudu Józefa Wałęsy była znana Lechowi, liderowi pierwszych wolnych związków zawodowych w komunistycznej Europie i późniejszemu pierwszemu prezydentowi niepodległej Polski Lechowi. Pewne jest jedno, że w sierpniu 1980 r. podczas strajku w stoczni Gdańskiej Lech Wałęsa stał się samozwańczym liderem rodzącej się na oczach milionów Polaków „Solidarności”. I tak przeszedł do polskiej historii. Wtedy w sierpniu 1980 r. wpiął do klapy swojej marynarki znaczek z wizerunkiem Matki Boskiej Królowej Polski. Znaczek był prezentem od pielgrzymów z Częstochowy, poświęcić miał go sam prymas Stefan Wyszyński. Ten symboliczny gest Lecha Wałęsy przypinającego znaczek Matki Boskiej, zarejestrowały kamery stacji telewizyjnych z całego świata. Lech zadeklarował wówczas, że będzie go nosił zawsze. Matka Boska szybko stała się marką rozpoznawczą jego osoby. Zespolenie kultu Matki Boskiej Królowej Polski i wizerunku samego Lecha Wałęsy spodobało się tysiącom zwykłych Polaków przywiązanych do maryjnego kultu. Znaczek w kalpie Wałęsy miał być, bowiem symbolem szczególnego zawierzenia Patronce Polski. Miał też podkreślać wierność Lecha zasadom wiary, tak samo jak szkaplerz Józefa Wałęsy.

Obu Wałęsów łączyło na pewno jeszcze jedno. Obaj deklarowali, że Polska, o jakiej marzą będzie silna i stanie się w przyszłości prawdziwym „mocarzem narodów”.

KOMENTARZE

  • Józek — Była nią głęboka wiara w Jasnogórską Królową Narodu.
    *
    Czy TW "Bolek" wierzył w cokolwiek innego niż to — co mu polecał do wykonania jego kierowca, z którego zrobił ministra stanu, oficer SB Wachowski?

    Tak więc deklaracja TW "Bolka", że Polska, o jakiej marzą będzie silna i stanie się w przyszłości prawdziwym „mocarzem narodów” — była jedynie kolejną esbecką fałszywką...
    *
  • @Andy-aandy
    "..Doktor historii. Były pracownik Urzędu Ochrony Państwa (1990-2000). Były Pracownik Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Wykładowca akademicki. "

    Mówi ci to coś
    "Leczenie " Wałęsą. ,) Pzdr
  • Nie ma cudów za darmo
    Pan Józef Wałęsa przeprowadził na sobie intensywną rehabilitację (miesięczny marsz do Częstochowy) z pozytywnym programowaniem energii psychicznej (nadzieja i wiara w wyzdrowienie). Wniosek: Bóg pomaga tym, którzy sami usiłują sobie pomóc.
  • Lech ma pochodzenie od cezarów,
    dziś zapewne nie przyznaje się do Józefa ,
  • @ToPUR
    Dokładnie tak. Też miałem złamaną nogę i wielotygodniowe marsze po górach (nawet na Rysy) przywróciły jej sprawność. Na rehabilitację nie chciano mnie skierować, a niewątpliwie była podstawa, nie byłem zdolny w takim stanie do powrotu do pracy! Cholerna III RP.

    Zatem czy był to cud? Nie wiem. Może plus rehabilitacja faktyczna. Należałoby sprawdzić świadków z jego wsi, felczera itd Na pewno cudem było iż tam doszedł przynajmniej w części pieszo kuśtykając. Nasz bolek jest cudem inżynierii SB i zapewne WSI, a teraz to ma kumpli NWO. Boli go kręgosłup, kark od schylania się różnych draniom w pas, do ziemi, wiec może powędruje na pielgrzymkę po cud ozdrowienia? Po drodze w niejednej wiosce dostanie lagą przez łeb, (żeby nie kosą) to go pewnikiem uleczy z buluf. Za dużo siedzi w złej postawie przy GG. Od komputera boli kark.

    Obaj właściwi niepiśmienni, acz nasz bolek jakiś zasób słów opanował po 60 latach nauki. Cud.

    "Cud, jakiego doznał w Częstochowie odmienił go całkowicie. Zaczął coraz częściej myśleć o sprawach wielkich. Los ojczyzny wydawał mu się zagrożony. Rosja, bolszewizm, drapieżne Niemcy były dla niego uosobieniem szatańskiego zła, które zagraża Polsce. W środowisku małorolnych chłopów z Bud jego diagnozy robiły wrażenie, prawie nadprzyrodzonej mądrości. Józef miał też swoją receptę na te zagrożenia. Była nią głęboka wiara w Jasnogórską Królową Narodu. Sam wierzył, że dzięki jej opiece Polska stanie się kiedyś wielka, bogata, a sąsiedzi będą się jej bali"

    To jest BARDZO CIEKAWE, to jest raczej jakaś kolejna przesłanka za autentycznością jednak CUDU. Takie wydarzenie niewątpliwie niesłychanie zmienia człowieka wewnętrznie.
    Nie wiadomo jednak czy nie usłyszał o jakiejś przepowiedni tego typu, czy doznawał wizji, objawień. Recepta na zagrożenia jest trafna! Szansa na Wielką Polskę też, ale czy jej dożyjemy, czy nie zmarnujemy szansy jak pokolenia z XVIII wieku i właśnie sanacji po 1926 roku?
  • @Leszek Pietrzak
    Dlaczego pisze Pan o sobie, że jest doktorem historii, skoro za chwilę i tak zaprzecza Pan temu, prawie każdym swoim słowem?

    Jaki cel miało łączenie tych dwóch historii, skoro poza podobnym nazwiskiem, NIC nie łączyło głównych bohaterów, ani okoliczności, ani motywacje zachowań ...?

    Szczerze Panu powiem, że pisanie, przy obecnym stanie wiedzy, że: "Pewne jest jedno, że w sierpniu 1980 r. podczas strajku w stoczni Gdańskiej Lech Wałęsa stał się samozwańczym liderem rodzącej się na oczach milionów Polaków „Solidarności”.", świadczy, że nie rozumie Pan znaczenia słowa "lider" oraz słowa "samozwańczy". A napisanie, że to jest pewne, kompromituje zarówno Pana warsztat, załóżmy. naukowca, jak i Pana samego, jako historyka.

    "Ten symboliczny gest Lecha Wałęsy przypinającego znaczek Matki Boskiej, zarejestrowały kamery stacji telewizyjnych z całego świata. Lech zadeklarował wówczas, że będzie go nosił zawsze. Matka Boska szybko stała się marką rozpoznawczą jego osoby. Zespolenie kultu Matki Boskiej Królowej Polski i wizerunku samego Lecha Wałęsy spodobało się tysiącom zwykłych Polaków przywiązanych do maryjnego kultu."

    Pokazanie tego "symbolicznego" gestu i deklaracja przed "kamerami telewizyjnymi całego świata" - znając ówczesne uwarunkowania - dowodzi tylko jednego: Że SB już w tamtych czasach wiedziała, jak ważny jest PR i dlatego miała świetnie opanowany warsztat kreowania określonego wizerunku i grania na emocjach, ale nie grania w ciemno, lecz po dokładnym rozpoznaniu. W przypadku Lecha Wałęsy, wiedzieli, że najlepiej zagrać na "przywiązaniu Polaków do maryjnego kultu".

    "Znaczek w kalpie Wałęsy miał być, bowiem symbolem szczególnego zawierzenia Patronce Polski."

    Chyba tylko przez omyłkę napisał Pan zgodnie z prawdą, że "miał być ..."

    "Miał też podkreślać wierność Lecha zasadom wiary, tak samo jak szkaplerz Józefa Wałęsy."

    Tu należy podkreślić, że TYLKO w przypadku Józefa Wałęsy wiemy o jaką wiarę chodziło ...

    a na koniec znowuż ta "pewność:
    "Obu Wałęsów łączyło na pewno jeszcze jedno. Obaj deklarowali, że Polska, o jakiej marzą będzie silna i stanie się w przyszłości prawdziwym „mocarzem narodów”."

    Mógłby Pan przedstawić - jako historyk - choć kilka wypowiedzi, decyzji ... Lecha Wałęsy od 1989 roku, także jako prezydenta, które by świadczyły, że rzeczywiście pragnął Polski silnej i niezależnej?
  • a co potem?
    Dieta Kwaśniewskiego, a prezydent Kwaśniewski? W ogóle nie rozumiem sensu tego artykułu, ani paraleli, o ile taka jest (pomimo ostatniego zdania, które coś sugeruje na siłę).
  • @Muni
    Też nie rozumiem. Ale może i sam autor nie ma pojęcia, o czym pisze? Może jest np.mediewistą i najnowsza historia Polski go nie interesuje?
    Po poprzednich postach - ten artykuł mnie zniechęcił. A dokładniej - powalił...
  • I co Panie Leszku - nie żałuje Pan tego artykułu?
    Po przeczytaniu komentarzy myślę że tak.
    Ja natomiast dziękuję Bogu i Matce Jasnogórskiej, że Polska dostała Wałęsę. Tego drugiego oczywiście, który chłopskim rozumem przechytrzył władze. Coś jak ten chłop z góralskich bajek który samego czarta wykiwał. Jeśli był on TW Bolkiem - to daj nam Bóg więcej takich "współpracowników".

    Natomiast dzieci i wieczni krytykanci myślą że oni albo ich idole, szableką w tamtych czasach wywalczyli by nam niepodległość. I jeszcze by przy tym przekonali sprawujących wówczas władzę, by ci po dobrowolnym oddaniu władzy sami sobie kajdany albo sznur na głowę założyli i kopnęli w stołek...
    Pod tym względem Polacy nic się nie zmienili przez wieki. Ta sama naiwność i ta sama zawiść wobec tych którym wdzięczność raczej okazywać należy.
  • @Robert Wagner
    napisał:
    "Ta sama naiwność"

    Właśnie.

    Ta sama naiwność, albo esbecka fałszywka — co tak znakomicie reprezentuje autor tego komentarza...
    *
  • @Robert Wagner
    Zazdroszczę Panu jednego - prostoty myślenia!! Gdyby rzeczywiście Polska w wyniku działań L. Wałęsy odzyskała wolność, to nie było by chociażby Nowego Ekranu, Wirtualnej Polonii, Bibuły, Solidarnych 2010 itd. itd. Nie wyrzucono by z TV A. Gargas, J. Pospieszalskiego i wielu innych osób. W prasie czy TV mielibyśmy rzeczywistą prawdę a nie kłamstwa i manipulacje.
    Może dla Pana stanowi to trudność by zrozumieć, iż przy Okrągłym Stole
    zawarto porozumienie pomiędzy Kremlem a przedstawicielami masonerii, a kilku działaczy "S" stanowiło jedynie przykrywkę. Dowody na to można odnaleźć nawet w TVn, która przez swoją nieświadomość czasami coś pokaże.
  • Religijność i Wałęsa
    W czasie strajku religijność Wałęsy rozpoczęła sie z chwilą zawieszenia mu Różańca na szyi przez jedną z kobiet znaną mi z częstego widywania w kościołach. Po kilku dniach miał już w klapie wizerunek Matki Boskiej, który zapewne od kogoś otrzymał.
  • @Robert Wagner
    "Ta sama naiwność i ta sama zawiść wobec tych którym wdzięczność raczej okazywać należy."

    ---> ... i to samo zakłamanie w niektórych przypadkach - takie jak Pana!

    "Jeśli był on TW Bolkiem - to daj nam Bóg więcej takich "współpracowników"."

    Niech Pan znajdzie choć jednego krytyka, który wypomina Lechowi Wałęsie głównie to, że kablował na kolegów.
    Może Pan i Panu podobni "myśliCiele" zrozumieją wreszcie prostą sprawę, że nie jest największym problemem i największą przewiną Lecha Wałęsy funkcjonowanie jako agent SB, ale to, że się do tego NIE PRZYZNAŁ po 89 roku i że w czasie transformacji NADAL z nimi współpracował, nadal ich hołubił i dbał, by mieli coraz więcej przywilejów.
    Jeśli Pan i Panu podobni uważają, że w walce o niepodległość do zwycięstwa mogą doprowadzić tylko zdrajcy, to "gratuluję" wam takiego myślenia!
  • @1normalnyczlowiek
    Chwileczkę, jakiego zwycięstwa? Może dla Wałęsy i całego komunistycznego aparatu z którym współpracował. Ja wychodząc ze Stocznii 31 sierpnia 1980 roku powiedziałem, że jest to klęska i do dnia dzisiejszego (tak jak krowa) nie zmieniam zdania.
  • @Robert Wagner
    To nie onet, a kysz!

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031