Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
25 postów 0 komentarzy

Zakazana historia

Leszek Pietrzak - Doktor historii. Były pracownik Urzędu Ochrony Państwa (1990-2000). Były Pracownik Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Wykładowca akademicki.

Kto rządził Wojskowymi Służbami Informacyjnymi

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Rozwiązane 5 lat temu WSI rządzone były twardą ręką, przez "arystokrację", pułkowników i generałów, którzy do służby trafili w latach 70. Warto wiedzieć więcej o arystokratach, bo środowisko to powoli odzyskuje utracone wpływy.

Był ciężki pochmurny dzień. Taki sam o jak ten, o którym Sergiusz Piasecki napisał przed laty, że był tak ciężki „jak sumienie faszysty, jak zamiary polskiego pana, jak polityka angielskiego ministra...”. Przed oblicze Komisji Weryfikacyjnej przy ul. Koszykowej 82 przybył pułkownik P. pragnący weryfikacji niczym spragniony wędrowiec wody na pustyni. Jednak od pierwszej chwili jego przybycia dało się zauważyć, coś niezwykłego, coś, co było znacznie silniejsze od zwyczajnej tęsknoty za sfinalizowaniem procesu własnej weryfikacji. Niewątpliwie można  było jednak odnieść ogólne wrażenie, że pewność siebie z jaką przybył ów oficer, każe mu niechybnie samemu przystąpić do weryfikacji czteroosobowego zespołu roboczego samej Komisji Weryfikacyjnej. Owa pewność siebie wyrażała się w jego mowie, zachowaniu, gestach, a nawet w wyglądzie zewnętrznym. Szczególną uwagę członków komisji zwrócił sygnet z godłem WSI rozmiarów nie mniejszych niż sygnety rodowe królów i książąt polskich. Błyskotliwość owego sygnetu wskazywała na najszlachetniejszy kruszec z którego zapewne był wykonany. Był to pierwszy znak, że w istocie członkowie Komisji Weryfikacyjnej mają do czynienia z najczystszą arystokracją WSI.

Przebrnąwszy przez gąszcz niezbędnych formalności, weryfikatorzy zaczęli prowadzić wysłuchanie przybyłego oficera – arystokraty zadając mu szczegółowe pytania odnośnie przebiegu jego służby, zgodnie z obowiązującą ich procedurą. Jednak w miarę rozwoju sytuacji wysłuchanie to, coraz bardziej przeradzało się w monolog ogniskujący coraz większe emocje. Ekspresja oficera – arystokraty kwestionowała dosłownie wszystko – począwszy od przepisów regulujących działania komisji, po zasadność zasiadywania w niej poszczególnych jej członków oraz ich ustawowe kompetencje. Gdy rzecz dotarła do kwestii związanych z działaniami sprzecznymi z prawem lub łamiącymi prawo w toku jego służby, oficer – arystokrata wyraźnie poirytowany, gromkim głosem wyraził swoje stanowcze oburzenie z powodu poruszanych kwestii. Gwałtowność tego oburzenia kazała postawić zasadnicze pytanie: a cóż to jest prawo? Jakiś wewnętrzny głos niczym głos króla – słońce, mówił, że w istocie prawo w tym kraju to my – oficerowie WSI. Wnet na stół komisji posypały się rzucone przez oficera – arystokratę sterty różnorakich dyplomów, zaświadczeń, okolicznościowych podziękowań, różnych wersji własnego życiorysu i pism do różnych wysokich urzędów skierowanych przez rzeczonego, apelujących o powagę i rozsądek w sprawach WSI. Wszystko to było komentowane przez ich posiadacza zaletami i superlatywami na temat własnej osoby. Niewątpliwie czuło się wyjątkowość rozmówcy. Gawęda oficera - arystokraty WSI trwała jeszcze długo. Znacznie dłużej niż miało to miejsce wówczas, gdy Komisja Weryfikacyjna spotykała się z prostym „ludem WSI”. Po ponad dwugodzinnym spotkaniu komisji z oficerem – arystokratą, można było odnieść wrażenie, że w istocie członkowie komisji to ciemni chłopi pańszczyźniani, którzy przez przypadek zatrzymali miejscowego dziedzica i tylko przez własna wrodzoną głupotę,

Jednak wbrew pozorom, to spotkanie było dla czterech członków Komisji Weryfikacyjnej zupełnie mistycznym doświadczeniem, pozwalającym zbliżyć się chociaż na chwilę do tajemniczego świata arystokracji WSI. Świata niedostępnego dla przeciętnego śmiertelnika w III Rzeczypospolitej, ale jakże fascynującego. Spróbujmy jednak chociaż ukradkiem zajrzeć do tego świata i zobaczyć co w nim było naprawdę!.

Większość oficerów – arystokratów WSI urodziła się w przysłowiowej Komborni, skąd podobnie jak profesor UJ Stanisław Pigoń wyruszyła w świat. Ich rodzicami zazwyczaj byli w prostej linii potomkowie Boryny, wyposażenia w praktyczny stosunek do świata. Nie wyrastali zatem wśród książek i nie mieli nawet najmniejszej szansy na pobieranie prywatnych lekcji i młodzieńcze skosztowanie uciech tego świata. Jednak ich rodziciele wpoili im na pewno jedną kardynalną rzecz – konieczność oderwania się od swojego miejsca urodzenia i to za wszelką cenę. Ta zakorzeniona im w dzieciństwie prawda stała się ogromną siłą napędową ich życia, zwłaszcza wtedy wówczas gdy zaczęli dokonywać pierwszych poważnych życiowych wyborów. Jednak owo doświadczenie ubóstwa w dzieciństwie i młodości będzie na tyle silne, że w swoim dalszym życiu, zwłaszcza zawodowym, wykształci w nich zapobiegliwość w stopniu niespotykanym u wielu ich rówieśników, karząc wykorzystać każdą szansę na zdobycie „tytułów i bogactwa”, jaką przyniesie im życie, nawet nie licząc się z innymi.

Oficerowie – arystokraci swoją drogę życiową wybrali zatem jeszcze w dzieciństwie. Ich wybór to mundur, który podobnie jak sutanna wiejskiego proboszcza w kręgu kulturowym, w jakim się urodzili był dowodem nobilitacji społecznej. Zazwyczaj ich edukacja przebiegała dwutorowo – na poziomie cywilnym i stricte wojskowym.. Po ukończeniu szkoły podstawowej kontynuowali dalszą naukę w szkołach zawodowych, by w wieku 19 lat ochoczo podjąć zasadniczą służbę w Ludowym Wojsku Polskim. Jednak zasadnicza służba wojskowa była okresem ważnym w ich drodze życiowej. W jej trakcie robili wszystko, aby w oczach swoich przełożonych wyróżnić się swoim ideologicznym zaangażowaniem. Pomimo katolickiej tradycji w jakiej wyrośli, bez zahamowań deklarowali swój materialistyczny światopogląd i nawoływali swoich kolegów do poparcia jedynie słusznej drogi swojej socjalistycznej ojczyzny, której wiernie chcieli służyć. Wszystko po to, aby zostać politycznie dobrze ocenionym przez przełożonych, zyskać cenny kapitał polityczny i przykryć swoje braki w dotychczasowej edukacji. Wszak ich dotychczasowa edukacja była raczej czołganiem się przez gęstwinę i nie wróżyła lepszego życia, o jakim mówiono im w domu. Gdy wreszcie pod dwóch latach zdecydowali się zostać w wojsku, byli cenionymi kapralami, zwłaszcza w pracy ideowo – politycznej z tzw. młodym wojskiem. Ich dalsza edukacja była niejako sprzężona; robili szkoły podchorążych zdobywali wieczorowe matury wojskowe by następnie dostać się do szkoły oficerskiej i uwieńczyć swoja edukację tytułem inżyniera podporucznika. Dalsza edukacja była związana z etapem ich kariery w WSI. Zazwyczaj był to kurs oficerski w ramach wojskowej służby zagranicznej bądź w różnej mutacji kursy operacyjne w Janówku i innych ośrodkach szkoleniowych. Równolegle uzupełniali cywilne wykształcenie robiąc różnego rodzaju studia zaoczne, zazwyczaj w zakresie pedagogiki. Jednak tylko wybrańcy spośród nich, o odpowiednich resortowych koneksjach mogli liczyć na kierunkową edukację w ZSRR trwającą zazwyczaj od kilku do kilkunastu miesięcy. Aby wyjechać do ZSRR, potrzebne było również niezbędne zaufanie ideologiczne dowództwa. Ich dotychczasowe polityczne zaangażowanie okazywało się na wagę złota. Nauka w ZSRR okaże się już niebawem najbardziej procentującym okresem w ich edukacji. Nie zaniedbywali nauki języków obcych, w tym szczególnie rosyjskiego. Zresztą w toku edukacji wojskowej głęboko wpojono im znaczenie bycia poliglotą. W tym zakresie mieli zawsze przygotowane legendy - na każdą okoliczność służbową. Historia jednego pułkownika - arystokraty, który jesienią 2006r. stanął przed obliczem Komisji Weryfikacyjnej stała się tego żywym przykładem. Ten szlachetny arystokrata w peruce spontanicznie pochwalił się przed Komisją Weryfikacyjną posiadaną znajomością prawie wszystkich języków ludów byłej Jugosławii, w tym słoweńskiego, serbskiego, chorwackiego.

Gdy po roku 1989r. zmienił się ustrój ojczyzny której wiernie służyli, arystokraci za wszelką cenę rwali się na różne kursy w krajach jeszcze do niedawna wrogiego kapitalistycznego świata. Wszędzie gdzie byli starali się wypraszać okolicznościowe dyplomy, certyfikaty, mające podkreślać  wartość ich edukacji wojskowej. Prze wiele lat udało im się zebrać tego nie mało.

Do WSI przybyli w II połowie lat 70. Po ukończeniu kursów operacyjnych rozpoczęli praktykę w jednostkach podległych Zarządowi II Sztabu Generalnego lub w kontrwywiadzie WSW. Ich kariera w wojskowych służbach specjalnych zaczęła nabierać rumieńców, kiedy w latach 1982-1990 zostali wytypowani na kurs w ZSRR.   Kurs w Akademii Dyplomatycznej w Moskwie, kurs operacyjny organizowany przez GRU czy inne kursy operacyjne w ZSRR były w ówczesnym kręgu polskich służb wojskowych czymś w rodzaju paryskiej Ecole Superiure de Guerre w przedwojennym świecie sztabowym. Krótko mówiąc radzieckie kursy dawały ich polskim absolwentom pewność, że na pewno wylądują na ważnej placówce zagranicznej, bądź obejmą lukratywne funkcje dowódcze w polskich służbach w przyszłości. I tylko jakieś zrządzenie losu, może im w tej drodze przeszkodzić. Po powrocie z radzieckich szkoleń w przeciągu najbliższych dwóch lat udało im się zaliczyć staż w jednym z attachatów w krajach NATO bądź innych krajach liczących się w relacjach pomiędzy światem socjalistycznym a kapitalistycznym. Tam zdobywali pierwsze szlify pracy wywiadowczej, zbierając informacje o wrogich armiach NATO. Tam również zaczęli utrwalać i nawiązane nowe przyjaźnie z radzieckimi towarzyszami. Gdy wracali do kraju obejmowali funkcje kierownicze na różnym poziomie struktur służbowych Zarządu II i kontrwywiadu WSW, znacznie wyprzedzając innych swoich kolegów, z którymi rozpoczynali razem karierę w służbach wojskowych.

Gdy w 1989r. sytuacja w PRL zaczęła się radykalnie zmieniać i komunistyczny establishment został zmuszony podzielić się władzą w kraju z opozycją coraz bardziej spychani byli na pozycje politycznego sieroctwa. Gdy w 1991r. z Zarządu II SG i z Kontrwywiadu WSW utworzone zostały nowe WSI odzyskali wiarę w przyszłość. Zrozumieli bowiem, ze rzeczywistość się radykalnie zmienia i nie da się tego procesu zatrzymać. Jednak uwierzyli, że nowe służby staną się politycznym Combo w III Rzeczypospolitej, niezależnym samorządnym i suwerennym podobnie jak NSZZ Solidarność. Absolwenci radzieckich uczelni przejmowali władzę na wszelkich szczeblach nowych służb. Niewiele było stanowisk kierowniczych w WSI, które trafiłaby w ręce przypadkowych oficerów. De facto dopiero wówczas stali się prawdziwą arystokracją nowych służb. Arystokracją która panuje, rządzi i wychowuje prosty „lud WSI”. Taką arystokracją, która sama podejmuje decyzje o tym, gdzie, kiedy i kto pojedzie na placówkę, kto i gdzie obejmie ważną funkcję w służbie. Arystokracją, która sama ustala co jest interesujące dla służb wojskowych i sama decyduje jak ustawić ster WSI w czasie zmieniającej się pogody politycznej w kraju.

Jednak bycie arystokracją w WSI stawiało również wiele innych wyzwań. Przed wszystkim wyzwania te nakazywały dbałość o własny stan, a więc precyzyjne przyjęcie kryteria dla nowych arystokratów w WSI. Wyjazdy na kursy w ZSRR  skończyły się w 1991r. tak jak sam ZSRR. Kryteria arystokratycznego doboru musiały zatem uwzględniać zupełnie nowe realia. W WSI nie każdy bowiem mógł zostać arystokratą.. Mogli nimi zostać jedynie ci, którzy zostali zaakceptowani przez już arystokratów i którzy akceptowali obowiązujące arystokrację reguły. Jedną z takich reguł była określona świadomość oficerów – arystokratów każąca myśleć o sobie jako o swoistym bractwie, które posiadło niedostępną ogółowi wiedzę tajemną. Świadomość ta nakazywała lojalność wobec tego bractwa, spełniana w praktyce jako najwyższy obowiązek wspierania się nawzajem. Oficerów – arystokratów łączył także pewien rodzaj spiskowego widzenia świata, którym w ich przekonaniu daje się manipulować pozostając niezauważonym w ukryciu. Możliwe jest to o tyle, że społeczeństwo dla arystokratów WSI jest jedynie bezwolną masą o bardzo ograniczonej świadomości. Ten specyficzny rodzaj myślenia arsytokracji WSI dodatkowo wzmacniany był bardzo wyrazistym stosunkiem do obowiązującego prawa. Głębokie przeświadczenie o wyższości działań operacyjnych nad innymi, skutkowało bowiem instrumentalnym traktowaniem prawa i uznaniem, że jest ono kompletnie nie przydatne w życiu codziennym WSI.

Arystokracja WSI, otrzymywała w III Rzeczypospolitej szlify pułkownikowskie, generalskie. Decydowała o obsadach attachatów, misji wojskowych, delegowała własnych ludzi do misji inspekcyjnych ONZ. Jednak najbardziej arystokracji WSI zależało na tym aby znaleźć się w kręgach dowódczych NATO, wszak bowiem już od 1994r. Polska musiała wysyłać swoich przedstawicieli w ramach programu „Partnerstwa dla pokoju” do Mons, Brukseli i innych ośrodków NATO - owskiego dowodzenia. Reprezentowanie polskiej armii w gremiach dowódczych NATO zdejmowało z nich odium wcześniejszej działalności wywiadowczej na rzecz Układu Waszawskiego i legitymizowało w gruncie rzeczy ich życiorysy. I nie ważne było, że w ocenach wielu przedstawicieli zachodnich służb wywiadowczych postrzegano ich nadal jako agentów Układu Warszawskiego. Najważniejsze było znaleźć się w centrach dowódczych jeszcze do niedawno wrogiego dla nich NATO. Historia jaka przydarzyła się pewneu arsytokracie WSI pokazuje, ze tak było naprawdę. Gdy w 1999r.w Brukseli pojawiły się poważne wątpliwości, odnośnie przyjazdu mającego reoprezentować Polskie Siły Zbrojne Generała I., szpiegującego wcześniej Stany Zjednoczone sprawa wydawała się patowa. Jednak wsparcie prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego stało się tutaj znowu nieocenione i ów arystokrata pojawił się w Mons przejmując pełniona kadencyjnie funkcje szefa Partner Coordination Cell (PCC). Nie ważne były cienie życiorysu owego arystokraty, w końcu cała jego kariera w służbach koncentrowała się wokół armii NATO, dlaczego i tym razem nie miałby tam pojechać.

Czym jednak zajmowała się arystokracja WSI? Tak jak każda arystokracja pilnowała porządku w WSI, aby ani plebs (żołnierze do porucznika) ani gentry (oficerowie od porucznika do majora) nie były organizatorami fermentów w służbie. Krótko mówiąc należało włączyć wszystkich, maksymalnie szeroko do organizowanych przez arystokrację przedsięwzięć operacyjnych. A przedsięwzięcia te obejmowały szerokie zagadnienia gospodarcze od spraw energetycznych, paliwowych, handel bronią, przedsięwzięcia giełdowe, para - bankowe, wszelkie przedsięwzięcia inwestycyjne w naszym kraju, gdzie mogły być duże pieniądze, po zabezpieczenie resortu zdrowia, rynku usług tele - informatycznych, ochroniarskich, sprawy oświatowe i szereg innych. Wszystkie tego typu działania oczywiście zgodnie prawami rynku kalkulowane było zasadą zysku. Chodziło wszak o zdobycie majątku w różnej postaci i jego sensowne zabezpieczenie. Wszak coż to za arystokracja która nie posiada majątku. W istocie było to dalekowzroczne myślenie, nie pozbawione głębokiej refleksji nad przyszłością. Poza tym arystokracja zajmowała się tymi wszystkimi którzy jej zagrażali. Słusznie bowiem zakładano, że w dzisiejszym biznesie i nie tylko biznesie, mamy do czynienia z grupami profesjonalnymi. Tych grup było coraz więcej, począwszy od grup interesu w poszczególnych sektorach gospodarczych, grupy polityczne – najczęściej z prawej strony sceny politycznej, ale nie tylko,  po różnego rodzaju komisje mające coś zbadać lub zamierzające z założenia coś wyjaśnić, ze szczególnym uwzględnieniem Sejmowej Komisji d/s Służb Specjalnych. Ale arystokracja WSI walczyła nie tylko z grupami profesjonalnymi, zwalczała również poszczególne jednostki zatruwające jej normalne funkcjonowanie. Byli to poszczególni politycy, szefowie resortu obrony narodowej, dziennikarze, polityczni narwańcy chcący reformować WSI oraz wszyscy ci, którzy publicznie domagali się rozliczenia WSI z ich działalności. A więc zwalczanie wroga niczym Minc - owska walka z prywatnym handlem stało się obowiązkiem arystokracji WSI. To wszystko budowało jednak jej ideowość i sprawiało, że na przestrzeni lat 90 – tych arystokracja WSI stała się ona klasą wewnętrznie skonsolidowaną, która wie „o co walczy i do czego zmierza”.

Dzień arystokraty WSI w Centrali firmy w Warszawie zaczynał się od służbowych narad najpierw w gronie samych arystokratów. Pierwszym tematem codziennych debat arystokracji WSI była bieżąca sytuacja społeczno - polityczna w kontekście wynikających z niej zagrożeń dla służby. Z tematem tym związane były rozważania o możliwych przeciw -działaniach służby. Drugim tematem wewnętrznych debat były sprawy związane z potencjalnymi kierunkami zainteresowań firmy. Jednak te poranne debaty arystokracji były kluczowymi sprawami w ciągu całego dnia. Wtedy bowiem definiowana były strategiczne kierunki działania firmy. Oczywiście wszystko należało wypełnić konkretną treścią czyli zaplanować konkretne sprawy operacyjne. Ale to działo się już później, w toku dalszych narad arystokratów z udziałem oficerów  niższego szczebla. Dopiero tam zapadały dyrektywy o opracowaniu koncepcji roboczej danej sprawy operacyjnej w odniesieniu do konkretnego tematu zainteresowań jakie zdecydowała się podjąć firma.. Mnóstwo czasu zajmowała arystokracji analiza bieżących informacji jakie pozyskiwała WSI. Wiele czasu poświęcano także analizie już prowadzonych spraw operacyjnych. Miały one różne kategorie ważności. O ich randze decydowało m.in. to, kto je nadzorował. Prawie zawsze istniała określona grupa spraw operacyjnych, które nadzorował sam szef arystokracji – Generał Marek. Bo jeśli przykładowo przedmiotem sprawy operacyjnej była opieka WSI nad Sejmową Komisją d/s Służb Specjalnych usiłującą wyjaśnić np. niecodzienne przypadki łamania embarga w handlu bronią przez polskich kontrahentów z tej branży, to ranga tej sprawy była  wysoka, albowiem i zagrożenie dla WSI było poważne. W zasadzie dzień codzienny arystokracji mijał na dyskusjach i naradach, najpierw w gronie własnym, potem na szczeblu zarządów, oddziałów, wydziałów.

Arystokracja nie zaniedbywała pracy oświatowo - wychowawczej z niższymi klasami społecznymi WSI. Była to typowa robota w nadbudowie. Nie unikał jej nawet sam szef arystokracji - gen. Marek. To on jeszcze jesienią 2005r. wizytując poszczególne komórki w Centrali wygłaszał pogadanki dla prostego ludu WSI, mające ukształtować właściwy stosunek do obrzydliwej propagandy prasowej szkalującej dobre imię WSI.

Zasadniczym jednak celem ciężkiej pracy arystokracji WSI był zgodnie z prawami ekonomii pieniądz. Dlatego tak niezmiernie ważne w WSI było planowanie takich operacji, które mogły dostarczyć pozabudżetowych funduszy służbie, na rzecz jak to ujmowano „zabezpieczenia interesów obronnych” ale nie państwa tylko arystokracji. Jak świat światem zawsze bowiem handlowano orężem. Transakcje zbrojeniowe czyli tzw. obrotu specjalnego były jednym z najbardziej intratnych przedsięwzięć handlowych, zwłaszcza gdy były to transakcje do krajów objętych różnego rodzaju międzynarodowymi zakazami sprzedaż takich artykułów. Wszak wtedy odbiorca takiej broni płacił znacznie więcej za towar niż normalnie. Zatem transakcje zbrojeniowe autorstwa arystokratów z WSI to duża kasa i duże emocje. Jeden z bohaterów tej branży niejaki „Wolfgang Frenkel” robiący całe lata dla arystokracji WSI powiedział kiedyś, że „prawdziwe emocje rosły powyżej miliona dolarów”. Jednak była to branża atrakcyjna nie tylko dlatego, że mogła dostarczyć sporej kasy. Można też było spotkać w niej osoby wielce wpływowe i ciekawe jak Al Kassar, Wiktor Bout czy sam Adnan Kashodi – które znane były wszystkim walczącym stronom wszystkich wojen i międzynarodowemu wymiarowi sprawiedliwości. Ale o tych transakcjach nie mógł wiedzieć ani minister obrony narodowej ani premier, ani nawet prezydent.

Transakcje eksport – import organizowane przez arystokratów WSI dotyczyły także branży, paliwowej, energetycznej. O wszystkim decydowały rynkowe prawidła popytu i podaży. Konstruowano nowe mechanizmy finansowe i sprawdzano je w praktyce jako operacje pilotażowe. Szukanie pieniędzy – dużych pieniędzy, wymagało jednak szerokiego otwarcia się arystokracji na świat cywilny. Owoce polityki otwarcia na świat przyszły bardzo szybko. I tak wspólnymi siłami wojskowo - cywilnymi w II połowie lat 90 – tych opędzlowano budżet Wojskowej Akademii Technicznej na kwotę ponad 100 milionów dolarów. Sama koncepcja wyprowadzenia kasy z WAT-u narodziła się w gronie arystokratów WSI odpowiedzialnych za sprawowanie „opieki: nad ta wojskowa uczelnią. Stworzony przy tej okazji łańcuszek firm i kosmicznych umów zawieranych w imieniu WAT-u był genialnym przedsięwzięciem biznesowym, na tyle genialnym, że nie była w stanie poradzić sobie z nim żadna prokuratura w Polsce, nie mówiąc o prokuraturze wojskowej.

Oficerowie – arystokraci kochali pieniądze a najbardziej duże pieniądze. Ich bliskość wprowadzała ich w zachwyt a nawet w oszołomienie. Jeden z arystokratów – niejaki pułkownik T. – bohater wojny alkoholowej w Polsce (miała miejsce w połowie lat 90 – tych) będąc u jednego z inwestorów w branży alkoholowej i czując wokół duże pieniądze był jak to ujęto w dokumencie służbowym „wyraźnie oszołomiony”. Tak więc pieniądz był najwyższą wartością, formą bóstwa i najwyższym  spełnieniem.

Jednak życie codzienne arystokracji WSI nie było wypełnione jedynie żmudna pracą operacyjną. Dbano o właściwe zorganizowanie równych uroczystości. W budżecie zawsze zabezpieczano niezbędne fundusze na ten cel. Nie były to jednak uroczystości państwowe. Obchodzono hucznie wszystkie rocznice związane z pełnieniem służby, imieniny, urodziny, organizowano pożegnania arystokratów odchodzących ze służby, wyjeżdżających i przyjeżdżających z placówek zagranicznych lub ważnych misji. Wszystko oczywiście musiało mieć odpowiednią oprawę, łącznie z firmowymi zaproszeniami. Wręczano okolicznościowe prezenty, egzemplarze broni oraz sygnety z godłem WSI, mające dowodzić przynależności do arystokratycznego rodu. Nigdy w trakcie tych uroczystości nie zabrakło poczęstunku i odpowiedniej ilości alkoholi.

Zresztą alkohol był czymś ważnym w życiu codziennym arystokracji WSI. Był on obecny od samego rana do późnych godzin wieczornych w różnych formach i w różnej postaci. Uroczystość nie byłaby uroczystością gdyby nie było alkoholu. Pito w Centrali i w terenie, pito na placówkach zagranicznych i na misjach zagranicznych. Pito dla integracji, ze strachu i dla otuchy. Ale nie tylko dlatego. Picie tak ja stosunek z kobietą w przedrewolucyjnych Chinach, było dla arystokratów WSI ulubioną forma spędzania wolnego czasu. Jednak zdecydowanie więcej pito poza krajem. Nostalgia arystokracji WSI na obczyźnie wymagała ukojenia i znacznej ilości alkoholi. Historia kariery pułkownika K. - arystokraty na placówce w koreańskim kraju obrazuje to najlepiej. Pił on z dużym rozmachem czasowym i dużą ilością gotówki doprowadzając się do stanów absolutnej nirwany na wiele godzin. Przeszedł do historii jako człowiek w niekoniecznie czystych gaciach, którym uwagę poświecił nawet prezydent A.Kwaśniewski. Ale cóż, w końcu wszyscy jesteśmy, excusez le mot, w gaciach i możemy sobie powiedzieć verba veritas bez ogródek.

Życie arystokracji nie było również wolne od kobiet. Ich obecność w życiu arystokracji nie miała jednak wymiaru mistycznego. Dominowało służbowo – użytkowe podejście do kobiety. Arystokracja skrupulatnie dobierała personel żeński w WSI. Personel ten musiał mieć świadomości gotowości do poświęceń na rzecz arystokracji, w zależności od potrzeby chwili. W wielu jednak wypadkach relacje arystokratów WSI z personelem żeńskim niejednokrotnie przypominały zamierzchłe czasy szlacheckie. Niektórzy z arystokratów poruszało się bowiem wśród podległego żeńskiego personelu niczym dziedzic po opłotkach swojego majątku. W końcu co pańskie należy do Pana. W sytuacjach szczególnych arystokratów interesowały wszystkie kobiety, które używając języka biblijnego były w pobliżu. Historia pułkownika W. – szefa jednego z oddziałów kontrwywiadu WSI na południu Polski opowiada o tym jak wieziony samochodem przez swojego podwładnego usiłował posiąść jego znajdującą się również w samochodzie małżonkę, gdy ten siedząc za kierownicą znajdował się w ciągu komunikacyjnym. Zaistniała sytuacja wytworzyła skomplikowany problem lojalności. Znacznie większym problemem były kobiety na placówkach zagranicznych. Jednak tutaj o dziwo z pomocą arystokratom WSI przychodziły kobiety z radzieckich a potem rosyjskich attachatów. Historia generała O. - arystokraty na placówce w odległym dalekowschodnim kraju była tyle namiętna co frapująca, albowiem jego rosyjska wybranka obok wielu uciech lubiła okolicznościowe fotografowanie.

Gdy 30 września 2006 r. zakończyły swój żywot Wojskowe Służby Informacyjne, życie arystokracji zamarło. Pozostały tylko wspomnienia. Dzisiaj, Anno Domini 2008, arystokraci WSI niczym Taleyrand mogą powiedzieć na pewno, że „kto nie żył w czasach ancieme regim’e, ten nie zna rozkoszy życia”.

 

 

 

 

 

 

KOMENTARZE

  • Arystokracja
    Z wyłażącą słomą z "kierzowych sapog"
    http://youtu.be/XN5mrEQLEqw?list=PL27431C437438C8FD
  • @autor
    Proszę o podobny artykuł o PRO MILITO.
  • @
    Wiecie kto nawołuje do solidarności, ten kto nie potrafi być solidarny.
    Ci po tamtej stronie są może i złymi ludźmi ale umieją trzymać się razem. Wszyscy w Polsce jesteśmy sobie pomocni jak ten klient i sprzedawca
    http://vrota.pl/2011/11/kabaret-moralnego-niepokoju-drzwi-2-trasasasa/
  • Rewriting of History
    Potomkowie Boryny mogli w LWP dosluzyc sie w najlepszym wypadku stopnia porucznika.

    Większość arystokratów WSI urodziła się nie w Komborni, ale raczej w kresowym sztetlu, a ich rodzicami byli w prostej linii potomkowie Mendla Krzyka i Lejzorka Rojtszwanca.
  • Interesująca historia.
    Ale niedokończona.
    Bo cóż się stało z "arystokracją" ze wsi, rozpłynęła się ona w niebycie?

    Pozdrawiam.

    AdNovum

    ps. choćby ostatnie działania podjęte wobec rodziny Olewników wskazują, że "arystokracja" trzyma czujnie rękę na pulsie(naganie).
  • oj, oj!
    "Gdy 30 września 2006 r. zakończyły swój żywot Wojskowe Służby Informacyjne, życie arystokracji zamarło."

    I od razu zaczęli bawić wnuki, żyjąc z obcinania kuponów.

    Czyżby? kto w to uwierzy?
  • koniec taki szybki...
    No i konkluzja może zbyt optymistyczna, WSI zakończyło żywot "oficjalnie", ale struktury i działania dalej się toczą.
    To za duże pieniądze, żeby tak, ot, odejść od stolika.
    Ale artykuł fajny!
  • @Muni
    Wojskowe Służby Informacyjne niby rozwiązane a jednak żyją i to całkiem nieżle. Zostały cofnięte do matecznika czekając na właściwy czas.
    I właśnie dziś czas ten nadszedł. Nowy/stary rząd i "nowe wyzwania"
    czekają na stare/nowe służby. Czyli czas kasiory nowej nadszedł.
    Pozdrawiam.
  • @dr Leszek Pietrzak
    Witam,
    Szanowny Panie Profesorze,
    chyba zbyt pochopnie użył Pan w tytule czasownika w czasie przeszłym.

    Pozwolę zwrócić uwagę na jeden wątek:

    >Zasadniczym jednak celem ciężkiej pracy arystokracji WSI był zgodnie z prawami ekonomii pieniądz. Dlatego tak niezmiernie ważne w WSI było planowanie takich operacji, które mogły dostarczyć pozabudżetowych funduszy służbie, na rzecz jak to ujmowano „zabezpieczenia interesów obronnych” ale nie państwa tylko arystokracji.
    -------------------------------

    Czy Panu się wydaje, że ONI już nie potrzebują pieniędzy? Ja nigdy w to nie uwierzę. W pierwszej (i niestety jedynej) części raportu z rozwiązania WSI jest informacja o "działaniu" wielu oficerów WSI w spółdzielczości.
    Chyba nikt nie powie, że interesowały ich spółdzielnie produkujące pluszowe misie.
    Jak Pan zauważa ICH interesuje głównie KASA.

    W Polsce jest możliwość bezkarnego okradania członków spółdzielni mieszkaniowych. Niby te spółdzielnie są samodzielne, samofinansujace się ale są objęte przedziwnym nadzorem tzw. "związków rewizyjnych" którym ustawa w przedziwny sposób dała monopol na działalność audytorską w spółdzielczości mieszkaniowej. Warto wiedzieć, że w Stanach Zjednoczonych i w Europie zachodniej koncesjonowanie przez państwo działalności audytorskiej jest zabronione.

    Moja spółdzielnia mieszkaniowa liczy 18000 członków, majątek miliard i roczny wpływ 100 milionów złotych.

    Kilka razy byłem w jej komisji statutowej. W związku ze zmianami ustawy w 2007 roku próbowałem w statucie spółdzielni wstawić kilka zapisów dla kontroli dowolnego dysponowania "kasą" przez jej radę nadzorczą i zarząd. Z trudem, ale udało mi się przekonać będących w tej komisji członków rady nadzorczej.
    Komisja była stale kontrolowana przez zarząd. Pomimo moich protestów każda w niej wypowiedź była rejestrowana na magnetofonie.

    Po ustaleniu wspomnianych zapisów "nasz związek rewizyjny" wezwał na "szkolenie" jednego z zarządu i jednego z rady nadzorczej - członka tejże komisji statutowej. Wrócił pełen pomysłów ale udało nam się z nich w większości nie skorzystać.

    Potem nagle się okazało, że uchwalone przez naszą komisję i przekonsultowane w każdym z naszych osiedli zapisy statutu ograniczające samowolę rady nadzorczej uchwalające statut tzw "zebranie przedstawicieli członków" wszystkie te, chroniące własność członków spółdzielni, zmieniło.

    Obecnie w 2011 roku ONI proponują pozbycie się ich ze statutu calkowicie.

    Prokuratura i sąd bezceremonialnie odrzucają skargi na niekorzystne dla członków spółdzielni działania finansowe jej organów.

    Nie są to sprawy dotyczące tylko jednej, mojej, spółdzielni warszawskiej. Jest to genialnie koordynowane w skali całego kraju.

    proszę przeczytać informacje ministerstwa sprawiedliwości


    http://orka2.sejm.gov.pl/IZ6.nsf/main/418DBABF

    w odpowiedzi na interpelacje poselską

    http://orka2.sejm.gov.pl/IZ6.nsf/main/351A873E

    Myślę że warto o tym wspomnieć w historii III RP.

    Pozdrawiam
  • autor
    A ja bym się cieszył gdyby Pan podobnie jak wszyscy inni zaczął pisać wreszcie wymieniając nazwiska. Bez strachu, bez mrugania okiem do czytelnika. Co Pana ogranicza? Czemu pan pisze P, O, albo Marek... ??? Jeśli nie będzie nazwisk to P, O i Marek będą się z Pana i podobnych publikacji tylko śmiać i pewnie właśnie siedzą, piją i mają niezły ubaw. Czytelnik zamiast czytać między wierszami, zamiast bajek z 1000 i jednej nocy chce dostać wreszcie garść prawdy. Mów Pan wreszcie a nie baw się formą... i nie ważne lepszą czy gorszą...
  • @Myszka and Miki
    Myszki, proponujesz głupote. Jak pan profesor poda publicznie nazwiska, to na 99% taki nazwany pozwie Go do sądu, który na 75% skaże pana profesora na karę pozbawienia majątku czyli przeproszenie w telewizji w godzinach największej oglądalności.

    Tutaj jest rola kogo innego. To PROKURATURA ma teraz obowiązek wszcząć postępowanie "w sprawie" i przesłuchać Profesora. Powinna również przesłuchać i mnie.

    Stawiam dolary przeciw orzechom, że polska Prokuratura powyższymi sygnałami się nie zajmie.
  • @ POLICJANT UDERZA W KROCZE! - Marsz Niepodległości
    http://vrota.pl/2011/11/marsz-niepodleglosci-policjant-uderza-w-krocze-youtube/
  • ZOBACZ ILE PIENIĘDZY WEŹMIE RZĄD Z NASZYCH KIESZENI!!! - budżet 2012
    http://vrota.pl/2011/11/budzet-2012-zobacz-ile-pieniedzy-rzad-wezmie-z-naszych-kieszeni-forsal-pl/
  • JAK MILIARDY ZŁOTYCH WYPŁYWAJĄ ZA GRANICĘ?
    http://vrota.pl/2011/11/jak-miliardy-zlotych-wyplywaja-za-granice/
  • SKANERY NA LOTNISKACH POWODUJĄ RAKA!
    http://vrota.pl/2011/11/skanery-na-lotniskach-powoduja-raka-business-insider/
  • @
    http://vrota.pl/2011/11/oto-dowod-na-prowokacje-marsz-niepodleglosci-2011/
  • Palikot - Ustalalem z Tuskiem ataki na Kaczynskiego...
    http://vrota.pl/2011/11/palikot-ustalalem-z-tuskiem-ataki-na-kaczynskiego-wiadomosci-polskieradio-pl/
  • @Almanzor
    Otóż mylisz się Almanzorze, i co gorsza powielasz głupoty.
    1. Skoro nie masz dowodów to nic nie mów.
    2. Jeśli je masz to nie bój się sądu.
    3. Nie chodzi tu o osoby prywatne a publiczne nierzadko popełniające przestępstwa i dlatego należy o tym mówić i mówić kto zwłaszcza kiedy prokuratura ma to w poważaniu.


    S. Cenckiewicz pisze po nazwiskach i jakoś nikt go do sądu nie wzywa. Powód jest prosty: nie posługuje się on plotką ale żelaznymi dowodami i dlatego ani on ani jego wydawcy problemów nie mają.

    Jeśli stawiasz Almanzorze dolary przeciw orzechom że prokuratura się tym nie zajmie to poco mówisz że ma obowiązek się tym zająć.... po co takie zabawy słowne? Prawda jest taka że trzeba walczyć a nie pisać bajki lub bawić się słowem. Pozdrawiam
  • Leszek Pietrzak
    Osobiście nie mam żadnego interesu aby bronić osób, czy tym bardziej instytucji jaką była WSI. Dużo więcej powodów do odkrywania mrocznych praktyk służb specjalnych mam z wcześniejszego okresu, kiedy prym wiodły WSW i SB. Wolę jednak patrzeć w przyszłość, bo tu jeszcze można coś zrobić, choćby manifestować w Dniu Niepodległości swoje przywiązanie do POLSKOŚCI . W swoim artykule pomija Pan jeden istotny fakt, WSI powstało po 1991 roku jako akt woli politycznej władz III RP, tak jak bliski Panu UOP powstał po rozwiązaniu SB. To były dobre decyzje polityczne, ale zabrakło do końca konsekwencji, a może i wyobraźni. Nie wykluczam też złej woli niektórych osób wpływowych w toku działalności tych instytucji. Dla osób trochę zorientowanych w niuansach działalności tych służb jasne jest, że służby te - tzw. cywilna i ta wojskowa, od zawsze zaciekle z sobą rywalizowały o względy elit politycznych III RP. Powstanie WSI to czas formalnej i prawnej, cywilnej kontroli nad wojskiem. Demokratycznie wybrany i zaprzysiężony polityk stał się decydentem i jedynym zwierzchnikiem wszystkich instytucji w resorcie, także a może przede wszystkim WSI i Sztabu Generalnego WP. To minister ON bezpośrebnio podpisywał wnioski awansowe dla oficerów starszych i kandydatów na generałów (stopień ten otrzymywali tylko szefowie WSI po objęciu stanowiska). Do mianowania musiała być jeszcze pozytywna opinia sejmowej komisji d/s służb specjalnych, akceptacja BBN i ...., na końcu decyzję podpisywał prezydent RP. Minister ON, tak jak i cywilny zwierzchnik UOP - minister w MSW (MSWiA), stawiał bezpośrednio zadania szefowi WSI (UOP) i rozliczał ich wykonanie. O tym Pan nie pisze. Po kilkunastu latach sprawowania władzy przez cywilne, demokratycznie wybrane osoby zarzuca Pan wszelkie zło wykonawcom nic nie mówiąc o osobach konstytucyjnie odpowiedzialnych za ten obszar działania. Jeżeli były przestępstwa i Komisja Weryfikacyjna ma tego dowody to dlaczego do dnia dzisiejszego nikt nie siedzi!!! Faktem natomiast jest, że operacyjnie Wojsko Polskie (szczególnie na misjach) nie ma takiego wsparcia jak przed rozwiązaniem WSI. Pisze Pan "...Do WSI przybyli w II poł. lat 70-tych. Po ukończeniu kursów operacyjnych.... rozpoczęli praktyke...". To kogo Komisja Weryfikacyjna w 2006 roku weryfikowała? Na kursy operacyjne nie kierowano rekrutów... Z tego co jest mi wiadomo weryfikacji w dużej części nie poddali się oficerowie średniego szczebla, kapitanowie, majorowie, nieliczni podpułkownicy, a więc ci co mieli już normalną drogę kariery (pełne studia wojskowe i praktykę liniową w jednostkach), dobierani raczej według wysokich kryteriów kompetencji, a nie wieczorówek i kursów zaocznych. Był to ich protest przeciwko formie i treści. Szczerze powiedziawszy trochę im się nie dziwię. Wojsko to system hierarchiczny i pewne formy trzeba trzymać. No ale wszystko przebił Pan tym SYGNETEM, co Pan chciał przez to przekazać i komu? Czy to standard zachowania czy odosobniony przypadek? W moim odczuciu od kilkunastu lat trwa proces rozkładu naszego państwa. Dezawułuje się wszystko to nad czym "niszczyciele" nie mogą zapanować. Państwo bez własnych służb specjalnych, służb dobrze zorganizowanych i perfekcyjnie, profesjonalnie kierowanych nie obroni się. Penetracja obcych służb bedzie tym łatwiejsza, im tu w Polsce będziemy dłużej bić pianę i okazywać naszą słabość. Jeżeli dotąd nie rozwiązano problemu to znaczy, że go nie ma, że stworzono pozory by proces destrukcji państwa postępował. I jeszcze jedno, oskarżanie każdego oficera WP, którego wysłano na akademię wojskową za granicę o agenturalność na rzecz obcego państwa to najlepszy dowód jaką w tym temacie mamy wiedzę i jak łatwo manipulują naszymi umysłami przeciwnicy. Nie tak werbuje się agentów. Oni po prostu wiedzą gdzie tkwi najwiekszy potencjal organizacyjny Narodu i jak go zneutralizować. Pozdrowienia.
  • @carcajou
    Witam. Co chce Pan wiedzieć? Byłem jednym z założycieli i chyba wiem o wszystkim co dotyczy tej organizacji. Pozdrowienia.
  • @
    Tak, czas przeszły to błąd. Ale chyba nie zamierzony?
    Przecież Polska to znakomite żerowisko... Zwłaszcza, gdy ma się /arystokracja ze WSI/ swojego "padre". Tu czy tam. Zależnie od sytuacji. Albo i kilku "padrów" - również zależnie od sytuacji...
  • PAN TOCZEK & All
    DZIĘKI WYPOWIEDZI

    OTO WYBRANE Z POWYŻSZEJ WYPOWIEDZI NAJBARDZIEJ CHARAKTERYSTYCZNE CYTATY TYPOWEGO MYŚLENIA I ARGUMENTACJI TOWARZYSTWA Z WSI A WCZEŚNIEJ WYWIADU WOJSKOWEGO:

    "Jeżeli były przestępstwa i Komisja Weryfikacyjna ma tego dowody to dlaczego do dnia dzisiejszego nikt nie siedzi!!!"

    BZDURA; W POLSCE WIELE OSÓB ZAWDZIĘCZA KONSTELACJOM POLITYCZNYM TO ŻE NIE SIEDZĄ. WIEDZĄ O TYM NAWET LICEALIŚCI. NAZWISKA PAN ZNA: SĄ ONE Z PIERWSZYCH STRON GAZET; IDŹMY MOŻE ŚLADEM NASZYCH PREZYDENTÓW; WAŁĘSA UKRADŁ DOKUMENTY ARCHIWALNE, KWAŚNIEWSKI KUPIŁ I SPRZEDAŁ NIELEGALNIE DOM W KAZIMIERZU DOLNYM, A KOMOROWSKI ? NO CÓŻ PAN PEWNIE LEPIEJ WIE ODE MNIE.



    "Faktem natomiast jest, że operacyjnie Wojsko Polskie (szczególnie na misjach) nie ma takiego wsparcia jak przed rozwiązaniem WSI. "

    BZDURA. NIE MA NA TO JAKICHKOLWIEK DOWODÓW. TYMCZASEM W JEDYNEJ KSIĄŻCE O WYWIADZIE WOJSKOWYM PRL SŁ. CENCKIEWICZ UDOWADNIA NA PODSTAWIE DOKUMENTÓW JAK NIEUDOLNĄ INSTYTUCJĄ BYŁ WYWIAD WOJSKOWY, JAK NIE MA ŻADNYCH ALE TO ABSOLUTNIE ŻADNYCH DOWODÓW ŻE BYŁO INACZEJ POZA BAJKAMI OPOWIADANYMI PRZEZ LUDZI POKROJU PANA TOCZKA, DUKACZEWSKIEGO I IM PODOBNYCH. TO BAJKI PANOWIE NA POZIOMIE PODSTAWÓWKI. WYSTARCZY TYCH KŁAMSTW. W NAJBARDZIEJ ZNANEJ SPRAWIE ZWIĄZANEJ MNIEJ LUB BARDZIEJ Z TZW. WSPARCIEM DLA MISJI - JAK UDOWADNIA CENCKIEWICZ PAN MAKOWSKI Z AFGANISTANU PRZYSYŁAŁ W TZW. POWAŻNYCH RAPORTACH WYCINKI PRASOWE. I TO ZAMYKA DYSKUSJE.



    "Jeżeli dotąd nie rozwiązano problemu to znaczy, że go nie ma,"

    TO JEST MYŚLENIE W STYLU KALEGO. I RACZEJ JEDYNIE POTWIERDZA O TYM CO PISZE PIETRZAK ALBO CENCKIEWICZ O POCHODZENIU SPOŁECZNYM I POZIOMIE OFICERÓW WSI. PANIE TOCZEK, SKORO NIE BYŁO NORYMBERGI DLA KOMUNISTÓW TZN. ŻE PROBLEMU NIE MA?


    "I jeszcze jedno, oskarżanie każdego oficera WP, którego wysłano na akademię wojskową za granicę o agenturalność na rzecz obcego państwa to najlepszy dowód jaką w tym temacie mamy wiedzę i jak łatwo manipulują naszymi umysłami przeciwnicy. "

    TU NIE DO KOŃCA WIEM O JAKIE AKADEMIE PANU TOCZKOWI CHODZI ALE MYŚLĘ, ŻE CHYBA O MOSKWĘ... I TO NIE DOWÓD PAN TWIERDZI?? CZYŻBY TAM NASI (TFU!) WASI LUDZIE JEŹDZILI ZWIEDZAĆ MUZEA? ALBO POZNAĆ PRZECIWNIKA?


    Szanowny Panie Marku Toczku DOŚĆ TYCH KŁAMSTW!!! Proszę....
  • @
    A ja napiszę tak:
    Pokazuje się nam, "wielkie, złe WSI". OK
    .
    Ale w CZYIM INTERESIE jest "odgrzebanie" tego TU i TERAZ???
    Przyjaciół Polski i narodu czy wrogów?
    .
    Może to "tylko" walka o władzę "na górze"???
  • @
    Kiedyś WSI niewątpliwie kontrolowała Rosja, GRU, a później kto poza nimi? To jest ciekawa kwestia. WSI się urynkowiała w latach 90-tych. W bajki o patriotyzmie nie wierzę. W Honor ich służby nie wierzę. Wyjątki od złej reguły, to tylko wyjątki. Czuć zdradę, a my owijamy słowa w bawełnę!

    Powinna być opcja zerowa po 1989, wszyscy wypieprzać z Polski i pozamiatane. Będziemy mieli wieczny problem ze służbami. Zawsze będą nielojalne wobec Polski, Suwerena. To jest w ich naturze, nadwładza degeneruje.

    Istotnie nie mówi się o żydowskich kadrach służb, też ciekawy wątek.
  • Panie/Pani Myszka and Miki
    Pytania, a właściwie nieścisłości zawarte w ocenie stanu rzeczy przedstawiłem autorowi, bo przedstawił się i wiem, że mówię do osoby kompetentnej. Ja sam, choć ze służbami nie mam żadnego zawodowego związku zabrałem głos w dyskusji bo na takim poziomie dyskusji czuję się jeszcze kompetentnym w temacie. Pan/Pani obrzucił (a) mnie lawiną oskarżeń o kłamstwa i inne niecne czyny. Nie było moim zamiarem nikogo okłamywać, pisałem o sprawach i ludziach, z którymi gdzieś tam sie zetknąłem, rozmawiałem i te odczucia chciałem przekazać w najlepszej wierze. Zaznaczam, że nie jestem człowiekiem naiwnym i swojego doświadczenia życiowego nie muszę sie wstydzić. Pani/Pan nie przekonał mnie, że błądzę. Powtarzam, sprawą POLSKI i POLAKÓW jest budowanie narodowej jedności , bez tego nadal będziemy politycznymi karłami. Był czas aby przy szczerej woli sprawy wątpliwe załatwić rzetelnie i do końca, nie zrobiono tego i tu jest cały problem. Dzisiaj WSI to już historia. Za zarzuty stawiane WSI powinni odpowiadać w pierwszej kolejności zwierzchnicy. Jakby na to nie patrzyć WSI nie jest i nigdy nie była siłą zdolną samodzielnie zmienić losy Narodu. W czyim więc interesie sączy się więc ten jad nienawiści? Od ponad 20-tu lat fantastycznie się dzielimy. Czy to przejaw mądrości, zaradności? Nie to bezmyślność i totalna nieodpowiedzialność arogantów, granicząca z głupotą polityczną prowadząca do tragedii. Trzeba za wszelka cenę zakończyć ten kociokwik i zacząc działać konstruktywnie. Nie mówię, że bezwarunkowo, nie mówie, że ze wszystkimi i od zaraz ale trzeba próbować, bo to jedyna droga. Dzisiaj Polacy są podzieleni jak chyba nigdy w historii, pomyślmy o tym w czyim to interesie? Czy Niemcami, Rosjanami, Żydami łatwiej będzie rozmawiać o naszych sprawach? Jedności na określonych warunkach, zgodnych z polską Racją Stanu nam trzeba, a nie podziałów i oskarżeń. Poddaliśmy się odwiecznym zasadom polityki imperialnej "-dziel i rządź!" I tak nas dzielą i tak nami rządzą. Apeluje o rozsądek i nie uleganie emocjom. Kierujmy się rozumem i interesem ogółu. Polska to nie jakies tam państewko, a Polacy pomimo, że ciężko doświadczeni, to wielki Naród. Pozdrawiam.
  • @carcajou
    Czy są jakieś powiązania między Nowym Ekranem a Pro Milito?
    Krążą różne plotki.....
  • @Marek Toczek
    Chce przeczytać artykuł opisujący PRO MILITO w sposób syntetyczny, rys historyczny, założyciele, obecne trendy. Czemu jedni zostali, a drudzy odeszli ...
  • @Alan
    Formalnie nie ma żadnych powiązań, a nieformalnie to może napisze Pan Marek Toczek. O współpracy PM w ramach tzw. grupy Urbasia było na NE - ale Panowie biorący udział w nasiadówkach biorą to na swoje plecy, a nie NE, który jest medium. Celem NE jest przede wszystkim jest zarabianie pieniędzy, ważna jest też misja - budzenie ducha patriotyzmu.
  • @Marek Toczek 00:27:42
    Cytuję: "I tak nas dzielą i tak nami rządzą" i "Dzisiaj Polacy są podzieleni jak chyba nigdy w historii, pomyślmy o tym w czyim to interesie?"

    *
    Z diagnozą zawartą w cytatach zgadzam się w 100%, ale nie wykazał się Pan konsekwencją w głoszeniu tej oczywistej w/w prawdy. Brak zaś tej konsekwencji dotyczy dopowiedzenie- czy też uzupełnienia- Pańskiego wywodu o tym KTO KONKRETNIE DZIELI POLAKÓW I KTO W TYM POMAGA!!!!
    Otóż Szanowny Panie nie dopowiedział Pan tego chyba celowo, gdyż z Pańskiego wpisu wyraźnie wyczuwa się chęć zmarginalizowania problemu służb (szczególnie chodzi tu o te wywodzące się z LWP) a nawet przechodzi Pan w ton pojednawczy usiłując subtelnie sugerować, że ludzie wywodzący się z najbardziej zatwardziałej grupy wrogiej Polsce może Jej nadal wzorowo służyć.
    Jest to celowe kłamstwo lub totalna głupota, gdyż ludzie służb, o których tu piszemy SĄ GŁÓWNYM NARZĘDZIEM DZIELENIA POLAKÓW "JAK NIGDY DOTĄD W HISTORII".
    Pozostawienie obcej agentury na ważnych funkcjach służb tajnych jest zdradą żywotnych interesów Polski i dlatego też status quo gwarantowali im inni zdrajcy na decyzyjnych stanowiskach politycznych w III RP(zwerbowani w czasach PRL-u byli członkowie PZPR, ZSL, SD, PAX i ludzie tzw. "opozycji anty-systemowej").

    Pozdrawiam.

    AdNovum
  • @AdNovum
    Ciesze sie, że zgadza się Pan/Pani zmoją diagnozą w 100%. Pisanie o tym problemie (WSI) nie było moją intencją, więc proszę nie oczekiwać ode mnie wykładu z odniesieniem się do wszystkich niuansów. Temat rzeka. Proszę zauważyć, że ja ani jednym słowem nie odniosłem sie do okresu poprzedzajacego powołanie WSI, czyli okresu poprzedzającego powstanie III RP. Nie rozumiem więc celu czynionych mi zarzutów doryczących spraw z okresu PRL-u. Pisze Pan/Pani "...ludzie służb, o których tu piszemy (czy chodzi o ok. 2000 byłych żołnierzy WSI ?)czy to oni "SĄ GŁÓWNYM NARZĘDZIEM DZIELENIA POLAKÓW". I dalej: "pozostawienie obcej agentury na ważnych funkcjach służb tajnych jest zdradą żywotnych interesów Polski'. Ja zapytam, o jakiej agenturze Pan/Pani mówi? o jakich tajnych służbach? o jakich ważnych stanowiskach? To zbyt prosta recepta na nasze problemy. Nie chcę dolewać oliwy, ale wiecej umiaru i precyzji w stwierdzeniach. Ja nie znam ani jednego przypadku aby żołnierz WSI pełnił jakąkolwiek funkcję w państwie, no ale może nie jestem zorientowany. Moje dorosłe życie to w dużej części lata PRL-u, pamiętam je dobrze i prosze mi wierzyć ani ja ani moja Rodzina nie byliśmy beneficjentami tamtego systemu, III RP też nie przytula. Pewne przemyślenia z minionego okresu jednak są aktualne do dzisiaj i przede wszystkim o tym pisałem. Nie dajmy się zwariować, używajmy częściej rozumu. Pozdrawiam.
  • @carcajou
    'Pro Milito" jako Stowarzyszenie powstałow lipcu 2007 r. Była to inicjatywa gen.broni Tadeusza Wileckiego. Gen. T Wilecki nie widząc możliwości zaktywizowania organizacji Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych WP wokół spraw szeroko rozumianej obronności narodowej oraz szacunku dla tradycji oręża polskiego podjął działanie stworzenia organizacji niezależnej. Prowadził rozmowy z osobami, o określonym dorobku naukowym (AON, WAT, WIML), dowódcami, szefami służb, uznanymi w środowisku autorytetami i sympatykami wojska, osobami które przejawiały zainteresowanie taką działalnością. Założyciele nigdy nie zakładali, że "PM" będzie organizacją masową. Celem było stworzenie forum opiniotwórczego, możliwości słownej i internetowej komunikacji z zainteresowanymi tą formą aktywności. Kiedy krystalizowały się obszary i formy aktywnego działania, już w końcu 2007 roku część kolegów zrezygnowała z przynależności do "PM". Nie wiem czy impulsem do tego było utworzenie przez oficerów b. WSI Stowarzyszenia SOWA, czy zdecydowały inne względy. Faktem jest, że w początkowym okresie działalności Stowarzyszenia "Pro Milito" w jego składzie było kilku oficerów z b. WSI. Nie pełnili oni żadnych funkcji we władzach, część nie uczestniczyła wogóle w zebraniach. Po wyjaśnieniu paru spraw na Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniu Członków wszyscy odeszli. Głównym powodem ich rezygnacji było twarde trzymanie się władz "PM" celów określonych w Statucie, a nie walka o dobre imię oficerów WSI. Przez kolejne 2 lata ocenialiśmy stan naszej obronności, postępy w restrukturyzacji wojska, nastrojach i ogólnej sytuacji w regionie. Wysyłaliśmy raporty o stanie rzeczy do Zwierzchnika Sił Zbrojnych RP, szefa BBN, premiera. Bez echa. Publikowaliśmy materiały w biuletynach, organizowaliśmy spotkania dyskusyjne, akademie rocznicowe itp. Bywał u nas red.St. Michalkiewicz i inni znani publicyści. Uruchomiliśmy stronę internetową z różnorodną tematyką, także niczym nie skrępowane forum. Wszystko dostępne dla każdego na ogólnych zasadach, można sprawdzić. Adres strony był tu na NE podawany wielokrotnie. www.promilito@interia.pl Ostatnio za zgodą redakcji NE zamieszczamy dość sporo materiałów dot. aktualności i opracowań merytorystów piszących dla NE. To prosta droga do odwiedzania NE bo nie zamierzamy tego robić długo na stronie Pro Milito. Byli żołnierze są żywo zainteresowani tym co się w Polsce dzieje, uczestniczą w dialogu. To oznacza, że PRO MILITO miało sens i spełnia oczekiwania środowiska. Pozdrawiam.
  • @Marek Toczek
    Cytuję: "...o jakiej agenturze...o jakich ważnych stanowiskach?"
    Mówię o agenturze jaką umieściły służby wojskowe w całym aparacie władzy państwowej, mediach, szkołach wyższych, bankach i finansach, placówkach zagranicznych, wojsku, ważnych dla interesu państwach firmach np. zbrojeniówce, energetycznych i komunikacyjnych, itd.
    Proszę użyć rozumu i pomyśleć choć przez moment nad tym dlaczego prawie całość akt po wojskowych służbach specjalnych jest nadal niedostępna i została wydzielona z archiwum IPN-u jako "Zbiór Zastrzeżony"? Widzę, że Pan bardzo dokładnie pamięta okres 1 PRL-u więc też powinien Pan mieć wiedzę o tym, że dwie instytucje polski komunistycznej były całkowicie podporządkowane władzy rosyjskich decydentów, tymi organizacjami było LWP i PZPR. Dlatego też niedocenianie wpływu ludzi tych "instytucji" zniewolenia Polski jest bardzo groźną łatwowiernością. Natomiast mówienie o tym, że "WSI SAMODZIELNIE nigdy nie była siłą zdolną wpływać na losy Narodu" jest oczywistą prawdą gdyż ludzie wojskowych służb są tylko wykonawcami płynących z zewnątrz poleceń. Oni są po prostu profesjonalnie przygotowaną i odpowiednio wyselekcjonowaną kadrą służącą do realizacji interesów obcych i wrogich Polsce sił.

    Pozdrawiam.

    AdNovum
  • @Marek Toczek
    Proszę zrobić z tego notkę - komentarze rzadko są czytane.
  • @Marek Toczek
    Drogi Panie,

    W trakcie czytania pańskiej notki na temat PM, nie mogłem siię oprzeć bezpośrednim porównaniom z aktualnie czytaną książką Cenckiewicza - "Długie Ramię Moskwy".

    Chyba opisuje Pan inny świat, innych ludzi! Przyznam się, że racjonalnie patrząc rozumiem "wasze potrzeby i starania", ale z drugiej strony mimo wszystko mam nadzieję, że nie znajdziecie (wasze środowisko) akceptacji, uznania i szacunku w zdrowym ideowo, patriotycznym i świadomym społeczeństwie. To co sie stało na przestrzeni ostatnich 30 lat nie zasługuje na zapis w "księdze chwały" polskiego narodu, podobnie jak i lata do 1945r..

    A "środowisko" o którym Pan pisze powinno "iść na kolanach do Częstochowy" dziękując Bogu, ze za sprawą "sprzedajnych i słabych ludzi z szeroko pojmowanego "ruchu solidarnościowego", firmujących powstanie III RP uzyskało MIEKKIE przejście do nowego systemu gospodarczego (oczywiiście wg. własnego planu), zachowując swoje przywileje, emerytury, robiąc "szemrane" interesy na średnią/dużą skalę finansową i nie ponosząc żadnych konsekwencji, ani żadnego uczciwego rozliczenia. Chociiażby takiego, jakie zostało zrobione w NRD, Czechach czy krajach nadbałtyckich.

    Warto o tym pamiętać i lepiej zamilczeć "o swoich zasługach" !
  • @Myszka and Miki
    Piszesz:

    >1. Skoro nie masz dowodów to nic nie mów.
    >2. Jeśli je masz to nie bój się sądu.
    >3. Nie chodzi tu o osoby prywatne a publiczne nierzadko popełniające przestępstwa i dlatego należy o tym mówić i mówić kto zwłaszcza kiedy prokuratura ma to w poważaniu.

    Na takie zarzuty odpowiedziałem na S24.
    Namawiam do lektury!

    http://milanowacka.salon24.pl/361777,na-co-czekal-ziobro-i-dlaczego-czekal#comment_5265458

    Pozdrawiam
  • @Marek Toczek
    >'Pro Milito" jako Stowarzyszenie powstałow lipcu 2007 r. Była to inicjatywa gen.broni Tadeusza Wileckiego.

    Ciekawe. O tym nie wiedziałem. Niech Pan coś o tym napisze.
    Z tego co pisze Pan o b.oficerach WSI dla mnie wynika, że oni dalej są w jakiejś strukturze. Wydaje mi się że ich działanie pozawywiadowcze i pozawojskowe dla uzyskiwania środków dalej obserwuję (napisałem wyżej)
    Wielka szkoda że nie opublikowano II części o nich Raportu

    Pozdrawiam
  • @AdNovum
    >Mówię o agenturze jaką umieściły służby wojskowe w całym aparacie władzy państwowej, mediach, szkołach wyższych, bankach i finansach, placówkach zagranicznych, wojsku, ważnych dla interesu państwach firmach np. zbrojeniówce, energetycznych i komunikacyjnych, itd.

    ... i w spółdzielczości mieszkaniowej, jak to wskazywał raport Macierewicza.
  • @Alan i pozostali Państwo.
    Pan Cenckiewicz pisze o tym co odszukał w archiwach IPN i chwała mu za to, że ujawnia to co powinno być powszechnie znane. Czy jego ocena odnalezionych materiałów jest obiektywna? Czy znalazł wszystko co pozwala uznać "wiem, to było tak"? Czy zgodnie z obiektywnym stanem rzeczy właściwie ocenia fakty? Nigdy nie zdobędę się na taką ocenę bo nie znam człowieka i wiedzy jaką dysponuję. Zakładam, że kieruje się najlepszymi intencjami by odsłonić prawdę. Wątpliwości jednak po Państwa komentarzach opieranych na tej lekturze są. Ja ani słowem nie odnosiłem się do tego o czym p. Cenckiewicz pisał, nie znam akt IPN-u. Mam swoją wiedzę, swoje doświadczenia i oceny. Nie mam absolutnie żadnego interesu aby osłaniać czy usprawiedliwiać zło czy tym bardziej zdradę. Nikt z mojej Rodziny, tak jak i ja, nigdy nie miał dylematu gdzie prawda, gdzie Ojczyzna, a gdzie draństwo, zdrada i fałsz. Jestem przeciwnikiem zbiorowych oskarżeń zwykłych Polaków, oskarzeń o całokształt, o PRL o to, że są i chcą coś pozytywnego jeszcze zrobić. Przesłużyłem w Wojsku Polskim ponad 30 lat, w tym prawie 10 lat w III RP, służąłem Ojczyźnie i współrodakom najlepiej jak umiałem. Widziałem w tym sens, bo o tym mówili mi Ci których szanowałem za to, że za Polskę przelewali swą krew, m.innymi komandor Bolesław Romanowski i generał Stanisław Skalski. Odszedłem z wojska na własną prośbę, bo dłużej nie było sensu tkwić w tym co zaczęło się dziać w naszej obronności. Ocena zdarzeń z pozycji historyka, z perspektywy kilkunastu czy tym bardziej kilkudziesięciu lat ma inny wymiar niż odczucia ludzi żyjących w okresie. Wystarczy na dowód przytoczyć wyniki ostatnich wyborów, czy to agenci obcych wpływów tak gremialnie głosują za tym co mamy? Nie pierwszy raz próbuję na to zwrócić uwagę, że Polska okresu 45-89 była Ojczyzną wszystkich Polaków, także żołnierzy, bo innej nie było. Tu wyrastali przyszli profesorowie, lekarze, nauczyciele, urzędnicy, także żołnierze. W tej Polsce dorastały pokolenia Polaków i tworzyły byt narodowy taki jaki był możliwy. Nikt nie zdołał zabrać nam kościoła, harcerstwa, pamięci o polskiej tożsamości. Byli tacy, co w tej robocie nie pomagali, co wręcz niszczyli Polskość, ale to nie była powszechna cecha zachowań całej polskiej społeczności. W szerokich kręgach Polaków stale był obecny duch patriotyzmu i polskości. Dlatego był Sierpień, ale to co potem .... Ja przynajmniej w takiej atmosferze rosłem, uczyłem się, pracowałem i żyłem towarzysko. Dzisiaj obserwuję powszechną niechęc młodszego pokolenia do tamtego okresu, do ludzi tamtej "epoki". Czy chcecie wymazać te lata z historii Polski bo to się Wam nie podoba....?To zła droga. Walka pokoleń ma swoje prawa, ale róbcie to z głową, konstrukcja a nie destrukcja, bo dobrego nie tak wiele. A swoją droga ciekawe dlaczego nie opublikowano II cz. Raportu p. Macierewicza? Wszyscy na to czekali. Ja już mam tej dyskusji dosyć, Państo widać wiecie wiecej, zyczę powodzenia w realizacji misji .Pozdrowienia.
  • @Almanzor
    Tak, oficerowie byli żołnierze WSI zorganizowali i zarejestrowali stowarzyszenie pod nazwą SOWA. Piewrszym prezesem był (może jest nadal) gen. M. Dukaczewski. SOWA to skrót, którego pełnej nazwy nie potrafię rozwinąć (Stowarzyszenie Oficerów....) . Mają swoją stronę internetową. Do Stowarzyszenia należu ok. 50-70 osób, głównym celem organizacji to pomoc socjalna i prawna członkom organizacji. Środowisko byłych wojskowych uczestniczy w działalności ok. 70-80 różnych organizacji. Na temat SOWY nie potrafię nic więcej napisać. Pozdrowienia.
  • @Alan
    Istotne żeby niczym Piłsudski zerwać trefne więzi w porę. NE nie da się ocenić w perspektywie krótkoterminowej. Wyborcy PiS daliby się jeszcze latem pokrajać za ziobrystów najwierniejszych pisowców co ostali się po rozłamie Zalewskiego, Mężydły, Marka Jurka, Dorna, Ujazdowskiego, Kowala z ich bandą PJN. Świat się zmienia. Teraz Ziobro wróg nr 1 w PiS, coś jak w Orwellu 1984 konkurent Wielkiego Brata (czyli Kaczyńskiego).

    Powiązania były i są. Inni o tym pisali, mnie np zabolał start NE z wywiadem z gen. Wileckim. To był zły omen na dzień dobry i później kadry, jakieś powiązania m.in towarzyskie, znane nam twarze, nazwiska różnych zgranych-podpadniętych polityków, ekonomistów. Spontaniczność oddolna zwykłych blogerów? Przechodzili ulicą z tragarzami i wpadli zakładają NE, ruch polityczny, media, grupę wpływu na wydarzenia bieżące jak na wszystko po Marszu Niepodległości? A świstak dalej zawija sreberka? Zatem jest tu jakaś mgła, mrok, ale czy większa niż w kochanych przez prawicę, katolików, patriotów Salonie24?

    Pożyjemy może kolejne 5-10 lat i zobaczymy czym jest naprawdę NE. W każdym razie nie dobił PiS-u jak obstawiali koncesjonowani patrioci propisowcy. Jedna "zbrodnia" mniej na koncie. Nie było wzmacniania ladacznic z PJN. To nam PiS powinien uznać za plus.

    Blogerzy jednak jeżeli wyczują wpadkę NE, to jednego dnia w większości odejdą. Tak to wygląda. Potęga NE jest ściśle uzależniona od oczekiwań blogerów kluczowych.
  • @Marek Kajdas
    Powiem szczerze, NE jest dla mnie nad wyraz podpadający!!!

    Głowne przyczyny to:

    - Egzaltowany, patetyczny i niezmiernie agresywny w nawoływaniach do zrywu lider/właściciel NE - to pierwszy znak
    - pochodzenie i ludzie którymi się otacza lider/właściel (m.in. w zarzadzie i RN NE) - to drugi znak
    - no i "przepowiednie" Waldemara ŁYSIAKA w doskonałym "Liderze" - na 100% polecam przeczytajcie, a wielu z was dopiero otworzy oczy, na dalekowzroczne metody pracy służb!

    A tak poza tym, podobieństwa są również niezwykłe/podpadające do "milonera" Hajdarowicza (który również otacza się ludźmi ze służb), obecnego właściciela "Rzeczpospolitej" i "Uważam Rze".

    Dlatego też apeluję do nieświadomych blogerów - zanim dokonacie wyboru - przyglądajcie się swoim liderom, sprawdzcie ich proweniencję, koligacje!

    Mnie agitacja Ryszarda Opary mierzi, a jego proweniencja i nachalne parcie do zaistnienia w polityce jako "mesjasz prawicy" wielce podpada.

    Dziękuję ale NE bez mnie, wychodzę z tego klubu!
  • @Autor
    Szanowny Autorze,

    W listopadzie 2009r. popełniłem pracę/artykuł, który zatyt. "Polska Rzeczpospolita Specjalna". Pozwolę sobie zabrać życzliwy głos w tej dyskusji odsyłając Pana do lektury mej pracy: http://neosofista.salon24.pl/280908,polska-rzeczpospolita-specjalna

OSTATNIE POSTY

więcej

MOJE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031